sobota, 26 października 2013

Strój dnia // Hard Rock Cafe

Przedawkowałam.
Nic nie zapowiadało tragedii. Wieczór jak jeden z wielu, spokojny, w czterech ścianach własnego mieszkania. Z oknami i klamkami - żeby nie było niedomówień. Ściany też nie przybrały odcienia bielszej bieli. Wszystko pod kontrolą.
Chciałam poczuć się lepiej, zrelaksować, zamknąć oczy i zasnąć. Wślizgnęłam się pod kołdrę, włączyłam piosenkę, od której jestem ostatnio uzależniona. Ustawiłam proces ciągłego odtwarzania i wtuliłam się w ramiona Morfeusza. Nie są to jednak silne ramiona. Często nie mogę zasnąć i wielokrotnie się budzę. Tej nocy było podobnie. W chwilach wolnych od snu, słuchałam wybranego utworu. Rano nie zauważyłam niczego niepokojącego, wyłączyłam muzykę i zaczęłam nowy dzień.
Późnym popołudniem, kiedy postanowiłam napisać kilka słów na bloga, odpaliłam na komputerze rzeczoną piosenkę. W oczach pojawił się strach i przerażenie. W pośpiechu, drżącymi rękami, złapałam telefon, wybrałam ostatnio odtwarzany kawałek i wcisnęłam play. Niepokój nasilił się i została ostatnia deska ratunku -  youtube. Błagalnym wzrokiem wpatrywałam się w okienko na monitorze i czekałam na pierwsze słowa wokalisty. Zaczęło się, a ja poczułam, że tracę zmysły. Piosenka, której słucham namiętnie od kilku tygodni, ma zupełnie inną melodię. To nie jest ten sam utwór. Nie słyszę tego mocnego i charakterystycznego brzmienia, które pobudzało mnie i dawało kopa. Teraz numer brzmi jak rockowa ballada, którą z pewnością nie był. Pierwszy raz spotyka mnie taka sytuacja i wierzcie mi, nie jest to miłe uczucie. Jestem lekko zdezorientowana, ale zaraz poszukam rozwiązana tej zagadki.
Wiedzieliście, że muzykę można przedawkować? Ja nie miałam pojęcia.

fot. Mic

kamizelka - h&m (przerobiona z ramoneski), t-shirt (sh), sukienka (tym razem w roli spódniczki) - handmade, buty - allegro





czwartek, 24 października 2013

Strój dnia // W poszukiwaniu utraconego dnia

Miły to moment dowiedzieć się wieczorem, że jest czwartek, będąc przekonaną, że jest środa. Gdzieś umknął mi jeden dzień i nadal mam wrażenie, że ktoś mnie wkręca. To trochę tak, jak brakujący element układanki - chcemy go znaleźć, a on rozpłynął się w powietrzu :D No nic, skoro dzień wyparował, to nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się z faktu, że jutro piątek i tylko krok dzieli nas od weekendu. Ehe! :D

Oby więcej tak pozytywnych wiadomości :D
Do następnego! Hey! :)

fot. Mic

wtorek, 22 października 2013

Strój dnia // All For The Love Of Rock & Roll

And the winner is...

W prawym narożniku ja - odważna, czasem uległa, ale rozsądna i pozytywnie nastawiona. W lewym on! Słodki i kuszący, ale równocześnie podstępny, zdradziecki i występujący pod wieloma postaciami - cukier! Walka jest wyrównana. Tylko on i ja! Ja i on! Pierwsza decyduję się na atak. Wyciągam rękę, chwytam stanowczo i zaciskam w dłoni. Szybkim ruchem, niczym lewy sierpowy, wkładam do ust i rozgryzam. Miażdżę na drobne kawałeczki i.... teraz wkracza on. Jest jak namiętny kochanek, uwodzi nadzieniem, rozpala zmysły, pieści podniebienie. Po cichu, powoli i skutecznie, niszczy od środka. Dyskretnie, acz solidnie, wymierza cios za ciosem. Powoli się przewracam... Wyobraźcie sobie teraz zwolnione tempo jak w Matrixie, kiedy Neo robi unik przed kulą. Macie to?? 
Ok! Wracamy na ring.
Z każdym kolejnym wafelkiem, ciasteczkiem, czekoladką, odchylam się coraz bardziej. W końcu nadchodzi ten moment i z hukiem padam na matę. Zamglonym wzrokiem widzę jak publiczność wstaje i skanduje: On cię zdradza! 
Nastaje głucha cisza.
Po chwili na nowo powstaje wrzawa, tłum szaleje i krzyczy: On cię zdradza z innymi! Ma ich tysiące, miliony, nie jesteś jedyna! 
Nagle pojawia się sędzia - ona - silna wola. Zrywam się na równe nogi i podejmuję walkę na nowo. Tym razem nie wyciągnę ręki pierwsza...
W zeszłym tygodniu walkę przegrałam, w tym się nie poddam!
Od wczoraj stoję prosto. Dopingu nie było. Jestem czysta.

Ktoś podejmuje wyzwanie ze mną i robi sobie odwyk od słodyczy? :)

fot. Mic

t-shirt i spódnica - sh, kurtka - skubnięta tacie, rajstopy - fiore.pl, buty - nn



niedziela, 20 października 2013

Strój dnia // Kto rano wstaje, temu spełniają się marzenia...

Gdyby nagle wszystkie urządzenia elektroniczne przestały działać, a mój zegar biologiczny przestał tykać, nie muszę martwić się, że nie wstanę na czas, ponieważ moja kotka fantastycznie sprawdza się w roli budzika. Bez względu na dzień tygodnia, otwiera swoje ślepia przed wschodem słońca i robi wszystko, aby zwrócić na siebie moją uwagę. Zrzuca na podłogę wszystko, co dzień wcześniej zostawiłam na komodzie, lub szuka czegoś, co szeleści, trzeszczy i wydaje jakiekolwiek inne dźwięki. Jeżeli jestem obojętna na jej kokieterię, zaczyna miauczeć, a po chwili wskakuje na łóżko i domaga się pieszczot. Całe szczęście mój organizm nie potrzebuje dużo snu, inaczej dzień w dzień, byłabym chodzącym zombie.
W sobotni poranek, mogłam więc bez problemu zrealizować plan, o którym pisałam Wam w ostatnim poście. Spać i tak nie mogłam, deszcz nie padał, a gęsta mgła spowiła miasto. Ubrałam się, pogłaskałam kicię i wybiegłam z domu. Na dworze było dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam i nic - dosłownie nic! bym nie zmieniła. Wróciłam do domu szczęśliwa i już mam pomysł na kolejny, sobotni poranek, jednak do realizacji  nowego marzenia, będę potrzebowała pomocy brata, który do rannych ptaszków nie należy... UPS! ;)

A Wy do której grupy należycie? Wolicie wcześnie wstać i mieć dłuższy dzień, czy preferujecie leżing do południa? :)

fot. Mic

bluza - nn + diy (sh), spodenki - vero moda (sh), buty - allegro, naszyjnik - zrobiony z paska (h&m)


piątek, 18 października 2013

Strój dnia // Let's spend the night together

Niczym przyczajony tygrys, obserwujący dziko hasającą zwierzynę, skradam się co rano do okna, leciutko odchylam roletę i wzrokiem pełnym pożądania, wpatruję się w zamgloną okolicę. Każdego dnia żałuję, że nie mogę zaparzyć ulubionej kawy, przysiąść na parapecie i w spokoju, bez presji, że za kilkadziesiąt minut ucieknie mi tramwaj, oddać się chwili i zostać sam na sam z obrazkiem, który widzę. Pomyślicie, że cóż to za obłędny widok muszę mieć za oknem, skoro tak bardzo zależy mi na tym, aby móc się w niego wpatrywać bez przerwy. Tutaj Was jednak zaskoczę. Miejsce w którym mieszkam, to nie magiczny ogród z dziko rosnącymi drzewami, których gałęzie pokryte są kolorowymi liśćmi. To nie cicha i położona o kilkadziesiąt kilometrów od miasta, spokojna okolica. Po drugiej stronie szyby, z każdą minutą życie nabiera tempa. Pojawia się coraz więcej samochodów i tworzy się korek na ulicy. Dobiegają mnie głosy ludzi, którzy zatraceni w rozmowie, podążają tylko w sobie znanym kierunku. Słyszę stukot obcasów, psa, który szczeka na kota, który w popłochu uciekł na drzewo, a kilkanaście metrów dalej, za ulicą, widzę od kilkunastu miesięcy trwającą budowę, beton i kłęby kurzu. O co więc tyle zamieszania? To nie za urokliwym pejzażem obłędnie wodzę wzrokiem, a pragnę napawać się aurą, która panuje na zewnątrz. Kocham jesień, mgliste poranki i ponure ulice. Uwielbiam spokój, który unosi się nad pustymi uliczkami miasta, by w końcu poczuć coraz cięższe, specyficzne powietrze. I nie, atmosfera na zewnątrz, nie jest odzwierciedleniem mojego nastroju. Ten, jak przez większą część roku, jest optymistyczny.
Jeszcze tylko noc dzieli mnie od świtu, kiedy bez pośpiechu wstanę z łóżka, napełnię kubek gorącą kawą, usiądę przy oknie, by móc zrealizować swój plan, który dzielnie towarzyszył mi przez cały tydzień. Na koniec wezmę aparat i wejdę w jedną z tych mglistych uliczek i uwiecznię na zdjęciach ten panujący, mroczny klimat.
Oby tylko pogoda nie uległa zmianie.

Miłego weekendu! 

fot. Mic

buty - allegro, biżuteria - glitter i h&m, reszta sh :)


środa, 16 października 2013

Strój dnia // Black&camel

Przyjemności trzeba dozować. Pochłonięcie całej zawartości pudełeczka o wdzięcznej nazwie Ptasie Mleczko, nie cieszy już tak jak kiedyś. Otwieranie, jeden po drugim, wszystkich prezentów znajdujących się pod choinką, jest nudne, a błysk w oku i charakterystyczne podniecenie, które towarzyszy tej chwili, trwa krótko. Oglądanie wszystkich odcinków ulubionego serialu bez chwili wytchnienia, staje się męczące, a wypicie całej butelki wina, zazwyczaj kończy się bólem głowy. To samo dotyczy zakupów i wykreślania kolejnych pozycji z listy must have.
Gdybym miała Wam teraz udostępnić swoją, wyglądałaby ona mniej więcej tak:
1. kapelusz
2. kapelusz
3. ramoneska
4. kapelusz
5. spódniczka
6. kapelusz
....
10. kapelusz
Niewiarygodne? Niestety prawdziwe.
Przyznaję się, mam obsesję, a sklepy nie ułatwiają zadania. Z tygodnia na tydzień poszerzają swoją ofertę o kolejne modele, mojego ulubionego (gdyby ktoś jeszcze nie zauważył) nakrycia głowy. Nic, tylko biec do sklepu i kupować. Proste? Nie da się ukryć. Cóż to jednak za przyjemność zrealizować wszystkie swoje pragnienia na raz?
Czy dwa kawałki Ptasiego Mleczka rozpieszczają mniej podniebienie niż całość? Czy rozpakowanie jednego prezentu sprawia mniejszą radość, niż dobranie się do wszystkich? A wyłączenie telewizora po obejrzeniu trzech odcinków, nie będzie dobrym pretekstem, by za kilka dni powtórzyć czynność i na nowo zrelaksować się przed ekranem? Na koniec, czy lampka wina nie spowoduje lepszego samopoczucia, a pozwoli zachować trzeźwość umysłu? Tak samo z zakupami i kolejnymi kapeluszami. Wiem, że kolekcja będzie się powiększać, ale rozłożę zakupy na raty i tym samym będę dawkować sobie radość, którą niewątpliwie odczuwam podczas zakupów :) Macie podobnie?

fot. Mic

kamizelka (przerobiona z ramoneski) - h&m, koszula - diy (sh), spódnica - new yorker, rajstopy - fiore.pl, nadkolanówki - gatta, buty - bianco, kapelusz - zara


czwartek, 10 października 2013

Strój dnia // Czerwona krata

Hej! :)

Dzisiaj w roli głównej poncho-szal, który udało się mi się kupić w zeszłym roku w sh. Niektórzy z Was pewnie pomyślą, że wygląda jak koc zarzucony na plecy (ewentualnie narzuta - to wersja dla bardziej złośliwych :D), ale w zależności od upodobań, można go założyć na wiele sposób. W poprzednim sezonie nosiłam go jako wielki szal i dodatkowe okrycie w domu, w tym, postanowiłam pokazać jego główne zastosowanie. A ze względu na to, że jest charakterystyczny, nie trzeba kombinować - wystarczy połączyć go z czernią i strój gotowy :)

Do następnego! :)

fot. Mic

poncho - glitter  (sh), legginsy - stradivarius (sh), buty - allegro, torba - zara