poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!!!

Witajcie!

Z  przyczyn niezależnych ode mnie, nie mogę aktualnie dodawać postów ze stylizacjami, ale korzystając z okazji, chciałam Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia.

Dużo spokoju, uśmiechu i rodzinnego ciepła!
Niech ten czas przywoła masę pięknych wspomnień i dużo radości.
I niech przy Waszym stole nie zabraknie najważniejszych dla Was osób :)
Celebrujcie każdą spędzoną wspólnie chwilę! 

Wszystkiego najlepszego! :)

wtorek, 10 grudnia 2013

Strój dnia // Moto jacket ♥

Moja stara ramoneska z H&M od pewnego czasu pełni rolę kamizelki. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała kupić nową kurtkę, ale tym razem chciałam aby ramoneska była dłuższa i posiadała pasek na samym dole. Długo szukałam modelu idealnego, ale moja cierpliwość w końcu została nagrodzona i w gratisie dostałam nity, które jeszcze bardziej podkręcają rockowy charakter kurtki ♥
A zresztą co ja będę dużo pisać - zobaczcie sami :)

fot. Mic & me

ramoneska - forever21, t-shirt i koszula - sh, spodnie - bershka+diy, buty - no name

poniedziałek, 18 listopada 2013

Strój dnia // Like a prayer

Ostatnie dwa tygodnie nie sprzyjały zdjęciom i blogowaniu, ale w następnym tygodniu powinno być już trochę lepiej :) A żeby nie było, że znowu uciekłam po chichu, to dodaję kilka fotek, które udało się zrobić wczoraj. Czerwone szpilki przez długi czas leżały schowane na dnie szafy, ale, że znowu mam fazę na ten kolor, to od kilkunastu dni mam je pod ręką ;) I mimo, że długo ich nie zakładałam, to nadal są to jedne z moich ulubionych butów :)
Gorsecik natomiast przeszedł mały tuning i za pomocą srebrnych stożków, zaostrzyłam nieco jego wygląd. W tej wersji zdecydowanie lepiej wygląda i bardziej do mnie pasuje. Teraz na odpicowanie czeka kurtka jeansowa, ale pewnie trochę czasu minie zanim zbiorę odpowiednie materiały i zabiorę się za przeróbki ;)

Hey!

fot. Mic

gorset, kurtka jeansowa - sh, spódnica - zara, buty - allegro, rajstopy - fiore.pl, biżuteria - glitter, h&m

środa, 6 listopada 2013

Strój dnia // Sukienka w panterkę

- Nic się pani nie stało? Zawołał wyrwany z zamyślenia mężczyzna i po chwili znalazł się tuż obok niej.
- Nie, nic, dziękuję. Odrzekła dziewczyna i pospiesznie podniosła się z ziemi.
- Na pewno nic się pani nie stało? Powtórzył dla pewności.
- Nie, nie. Dziękuję. Wszystko w porządku. Odparła i każde z nich podążyło w swoim kierunku.
Po kilku krokach dziewczyna zatrzymała się, otrzepała płaszczyk z brudu i odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że legginsy nie ucierpiały po zderzeniu z chodnikiem. Na pierwszy rzut oka, ręce i kolana były całe. Złamań nie odnotowano.

To niestety nie cytat z książki, a fakt z życia. Fakt z życia dziewczyny, którą bardzo dobrze znam. Mało tego. Wy również...
Do tej pory myślałam, że tylko wysokie buty stanowią zagrożenie dla życia kobiety, ale po małym wypadku, który miał miejsce w poniedziałek rano, zmieniłam zdanie. Jestem doskonałym przykładem na to, że na równej (ok, prawie, ale w tym przypadku nie miało to znaczenia), niepokrytej szronem, śniegiem, czy lodem powierzchni, można rąbnąć o ziemię, mając na nogach buty na płaskiej (tak, tak - nie ściemniam!) podeszwie. Z pozoru najbezpieczniejsze, sztywne obuwie, zrównało mnie do swojego poziomu. Całe szczęście skończyło się na potłuczeniach, obolałych kościach i kilku siniakach. Wspomniane buty możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach, ale po tym zdarzeniu, chyba szybciej wylądują na śmietniku niż planowałam, zwłaszcza, że to nie pierwszy raz, kiedy plączą moje nogi. Poprzednim razem cudem wyszłam z autobusu, ale to już zupełnie inna historia... ;)

Nie popełniajcie moich błędów i uważajcie na siebie! Cześć! :)

fot. Mic

sukienka - river island (sh), ramoneska - mango, kapelusz - mohito, buty - nn

sobota, 2 listopada 2013

Strój na Halloween // Edward Nożycoręki

Co prawda Halloween już minęło, ale podobno mają nagrywać drugą część Edwarda Nożycorękiego i szukają sobowtóra. Jako, że kiedyś naśladowałam Depp'a i wcieliłam się w Kapitana Sparrow'a, to stwierdziłam, że spróbuję podszyć się pod niego drugi raz. Jak mi wyszło? Efekty możecie ocenić poniżej :)
Cała akcja była spontaniczna i jedyne czego byłam pewna, to fryzura i wdzianko. Makijażystka ze mnie żadna, charakteryzatorka tym bardziej. Posiadam zaledwie 5 kosmetyków kolorowych na krzyż i dopiero jak coś mi się kończy, kupuję w to miejsce następne. Byłam więc bardzo ograniczona jeżeli chodzi o produkty, ale postanowiłam podjąć wyzwanie :) Wykorzystałam zaledwie 2 cienie, podkład i korektor. Reszta to.. hmm... urok osobisty? :D :P 
Tym razem też nie mogłam liczyć na fotografa, więc musiałam poradzić sobie sama :) Udało się? :)

Trzymajcie się! Hey! :)

fot. me

skórzany biustonosz - Ann Summers (sh), koszula - h&m, legginsy - c&a, buty - butyk

piątek, 1 listopada 2013

Strój dnia // Ripped jeans

Ubrania z duszą? Jest coś takiego?
Dziwnie to brzmi i zdecydowanie lepiej pasuje tutaj określenie, ubrania z historią, ewentualnie ubrania z przeszłością :P (trochę mroczny ma to wydźwięk, ale na upartego pasuje - a przynajmniej bardziej niż świadomość, że w moich ciuchach gnieździ się jakiś niematerialny byt, tudzież mówiąc wprost - duch... yyy....?).
Historii spodni, które widzicie na zdjęciach nie znam. Nikt nie zna. Nikt nawet nie wie jak znalazły się w szafie mojego młodszego brata. Nieważne. Istotne, że tam były, a ja mogłam je przywłaszczyć i nikogo ten fakt nie poruszył.
Zapiszczałam, podskoczyłam z radości i przystąpiłam do działania. Za wiele to one w przeszłości nie przeszły (wnoszę po doskonałym stanie, w jakim je zastałam), więc postanowiłam zgotować im drastyczną przyszłość. Dosłownie! Złapałam za nożyczki, cięłam, szarpałam, wyciągałam nitki. Znęcałam się nad nimi dopóki nie uzyskałam efektu, który chociaż po części mnie zadowolił. Palce trochę ucierpiały, ale warto było poświęcić je dla sprawy. Teraz te spodnie mają już swoją historię i kto wie... może nawet część mojej duszy...? ;)

Pozostając w klimacie tego wpisu - miłego Halloween! :)

fot. Mic

ramoneska - mango, t-shirt - sh, spodnie - wrangler (pochodzenie nieznane), szpilki - sh

sobota, 26 października 2013

Strój dnia // Hard Rock Cafe

Przedawkowałam.
Nic nie zapowiadało tragedii. Wieczór jak jeden z wielu, spokojny, w czterech ścianach własnego mieszkania. Z oknami i klamkami - żeby nie było niedomówień. Ściany też nie przybrały odcienia bielszej bieli. Wszystko pod kontrolą.
Chciałam poczuć się lepiej, zrelaksować, zamknąć oczy i zasnąć. Wślizgnęłam się pod kołdrę, włączyłam piosenkę, od której jestem ostatnio uzależniona. Ustawiłam proces ciągłego odtwarzania i wtuliłam się w ramiona Morfeusza. Nie są to jednak silne ramiona. Często nie mogę zasnąć i wielokrotnie się budzę. Tej nocy było podobnie. W chwilach wolnych od snu, słuchałam wybranego utworu. Rano nie zauważyłam niczego niepokojącego, wyłączyłam muzykę i zaczęłam nowy dzień.
Późnym popołudniem, kiedy postanowiłam napisać kilka słów na bloga, odpaliłam na komputerze rzeczoną piosenkę. W oczach pojawił się strach i przerażenie. W pośpiechu, drżącymi rękami, złapałam telefon, wybrałam ostatnio odtwarzany kawałek i wcisnęłam play. Niepokój nasilił się i została ostatnia deska ratunku -  youtube. Błagalnym wzrokiem wpatrywałam się w okienko na monitorze i czekałam na pierwsze słowa wokalisty. Zaczęło się, a ja poczułam, że tracę zmysły. Piosenka, której słucham namiętnie od kilku tygodni, ma zupełnie inną melodię. To nie jest ten sam utwór. Nie słyszę tego mocnego i charakterystycznego brzmienia, które pobudzało mnie i dawało kopa. Teraz numer brzmi jak rockowa ballada, którą z pewnością nie był. Pierwszy raz spotyka mnie taka sytuacja i wierzcie mi, nie jest to miłe uczucie. Jestem lekko zdezorientowana, ale zaraz poszukam rozwiązana tej zagadki.
Wiedzieliście, że muzykę można przedawkować? Ja nie miałam pojęcia.

fot. Mic

kamizelka - h&m (przerobiona z ramoneski), t-shirt (sh), sukienka (tym razem w roli spódniczki) - handmade, buty - allegro





czwartek, 24 października 2013

Strój dnia // W poszukiwaniu utraconego dnia

Miły to moment dowiedzieć się wieczorem, że jest czwartek, będąc przekonaną, że jest środa. Gdzieś umknął mi jeden dzień i nadal mam wrażenie, że ktoś mnie wkręca. To trochę tak, jak brakujący element układanki - chcemy go znaleźć, a on rozpłynął się w powietrzu :D No nic, skoro dzień wyparował, to nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się z faktu, że jutro piątek i tylko krok dzieli nas od weekendu. Ehe! :D

Oby więcej tak pozytywnych wiadomości :D
Do następnego! Hey! :)

fot. Mic